Adam Czetwertyński

Harcerstwo (190) Kuchnia (25) Kultura (272) Polityka (37) Pożegnania (27) Szkoła (74) Varia (105)

W, czyli wódz skautowy (literki nr 7)

Mój Ulubiony Instruktor, rozkosznie zwany przez niektórych Mulinem, w sobotę, tydzień przed Wielkanocą, wziął udział w interesującym instruktorskim spotkaniu. Po powrocie do domu usiadł w swym ulubionym fotelu i zaczął się zastanawiać, czy warto o spotkaniu pisać, oceniać je, chwalić dyskutantów i dyskutantów ganić. Nie, o spotkaniu ani słowa - po co komuś się narazić. Zacznie się dyskusja, a tej Mulin boi się jak ognia. Wymaga aktywności, a przecież wygodniej jest siedzieć w fotelu i popijać kawę. Druh Mulin zdecydował więc, że zajmie się drobnym, ale kluczowym dla działalności jego ulubionej organizacji problemie, jakim jest harcerski, skautowy, autentyczny wódz. Sprowokowała go (jednak, jednak) wypowiedź jednego z instruktorów, snującego mądre refleksje na tymże spotkaniu.
Pomyślał, fakt - niechętnie, że teraz będzie myślał historycznie. Przypomniał sobie (a nie był Słoniem Trąbalskim), że dawno, dawno temu, jeszcze przed II wojną światową, gdy książki i broszury harcerskie mnożyły się jak grzyby po deszczu (a dziś zobaczyć to naocznie możemy dzięki reprintom wydawnictwa “Impuls”) i gdy Juliusz Dąbrowski wymyślił trzyletni “Wyścig pracy”, harcmistrz Adam Czyżewski napisał książeczkę “Na tropie wodza harcerskiego”. Kim jest dla instruktorów działających przed laty harcerski wódz? Czy to komendant hufca? Chorągwi? A może po prostu drużynowy? Nie, wodzem harcerskim, którego trzeba wychowywać, którego trzeba bezustannie kształcić, jest zastępowy! Tak, chodzi o wodza, kierującego swymi 5-8 harcerzami. Czyżewski pisze: “Wychowanie wodza zaczyna się w zastępie, najniższej komórce ruchu harcerskiego. Zastęp jako środowisko, w którym tworzy się harcerska dusza chłopca i rodzi się harcerski światopogląd, odgrywa w tworzeniu się indywidualności wodzowskiej rolę podstawową”. Mulin przeczytał te słowa i zastanowił się głęboko. Fakt, tylko głęboko Mulin umiał się zastanawiać. Najważniejszy wódz to zastępowy… Ciekawe.
W “Na tropie wodza…” autor pisze o bardzo szeroko rozumianym harcowaniu, obozowaniu, próbie dzielności, światopoglądzie, kształceniu metodycznym itd., itd. Nie pada jedno niezwykle ważne słowo, kluczowe dla owego zastępowego, tego, który ma w perspektywie zostać harcerskim instruktorem. Nie pada jedno ważne słowo “autorytet”. Przeczytał niegdyś Mulin tekst o braku w harcerstwie instruktorów posiadających autentyczny autorytet. Autorytet na poziomie Głównej Kwatery. Czy nie jest to tak, że ów autorytet musi budować młody, a później coraz starszy wódz harcerski przez całe życie? I dlatego w niektórych środowiskach harcerstwo funkcjonuje jakby w środku wulkanu. Oj, ileż takich wulkanów Mulin już się naoglądał… Brakuje ludzi z autorytetem, którzy potrafiliby demokratycznie porozumiewać się i demokratycznie kierować różnymi jednostkami harcerskimi. Tak - wódz z autorytetem. Ale pada tu ważne inne słowo - demokracja. I nieco inny problem. Na literkę “d”. Ile problemów z tym wodzem…
Mój Ulubiony Instruktor siedział w swym ulubionym fotelu i myślał (jak wiemy, myślenie nadal jest ulubioną czynnością Mulina), jakby to było pięknie, gdyby pracowały zastępy, szkolili się młodzi wodzowie i ci wodzowie mieli iwiedzę i umiejętności, i na dodatek autorytet. Mulin zamyślił się i po chwili z jego fotela zaczęło dochodzić cichutkie pochrapywanie. No bo ile można myśleć? Nie przesadzajmy…



Brak komentarzy - bądź pierwszym, który skomentuje.

Odpowiedz