Adam Czetwertyński

Harcerstwo (197) Kuchnia (25) Kultura (274) Polityka (37) Pożegnania (28) Szkoła (74) Varia (106)

B, czyli skąd te błędy (literki nr 11)

Książka harcerska. Co za radość. Usiąść w ulubionym fotelu i oddać się lekturze. Poczytać o dzielnych członkach niewielkiej organizacji. - Mój Ulubiony Instruktor, zwany druhem Mulinem, zaczął marzyć o sytuacji, w której tak lubi się znajdować. Dość przypadkowo wpadła mu w rękę ta niewielka książeczka. Harcerska. Dlatego wpadł w zachwyt, bo wpadanie przypadkowo przypadkowych książek nie zdarza się zbyt często. Ba, wpadanie nieprzypadkowo też się często nie zdarza.
Zasiadł więc Mulin tam, gdzie miał zasiąść. Wziął do ręki to, co miał wziąć i oniemiał. Co prawda i tak nie miał zamiaru z nikim rozmawiać, ale oniemienie było widoczne na jego twarzy. Bo Mulin oczom nie wierzył. Książka harcerska, jaką trzymał w ręku, była ilustrowana. I na jednej z ilustracji pani grafik narysowała przystojnego drużynowego. Nałożyła na niego szarą bluzę mundurową, zawiesiła mu z ramienia sznur zastępcy komendanta hufca, zgrabnie narysowała we właściwym miejscu krzyż harcerski, ale podkładki pod krzyżem już nie. Oniemiały Mulin zaczął myśleć. Dlaczego ten babochłop - zastępca hufcowego - nie jest instruktorem? O co tu chodzi? Czy to wpływ jakiegoś genderu? Czy fakt, że wielu drużynowych nie jest instruktorami, tak właśnie w satyrycznym rysuneczku się przejawia? A może… a może…
No tak, Mulin zaczął sobie z lekka fantazjować, pewnie pani artystka nie była w harcerstwie, pani redaktor nie była harcerką, a obie dobrze chciały, żeby było ślicznie, a wyszło, jak wyszło. Oczywiście! Tak być musiało! Niewielka organizacja druha Mulina po prostu nie jest dziś powszechnie znana. Ludzie o niej powoli zapominają. Nawet jeśli wiadomo, że mundury są szare i zielone, kto by pamiętał w młodym pokoleniu, czy chłopcy mają chodzić w jednych czy drugich.
Mój Ulubiony Instruktor zamyślił się. Czy członkowie jego niewielkiej organizacji nie powinni coś w tej sprawie zrobić? Na pewno powinni. Ale jego marzenie o prawdziwej promocji harcerstwa chyba pozostanie tylko marzeniem. Przecież pani artystka mogłaby narysować druha drużynowego w mundurze czerwonym (tu Mulin przypomniał sobie, że w czasie jakichś bardzo oficjalnych uroczystości państwowych widział harcerzy w pięknych czerwonych kurteczkach). Czy więc nie lepiej, że drużynowy jest w szarym?
I Mulin pogodził się z rzeczywistością. Tak być musi, takie błędy będą się powtarzały. Po prostu będą.



Brak komentarzy - bądź pierwszym, który skomentuje.

Odpowiedz