Adam Czetwertyński

Harcerstwo (194) Kuchnia (25) Kultura (274) Polityka (37) Pożegnania (28) Szkoła (74) Varia (106)

Zjeść w Radzie Miasta

To nie jest proste. Znaleźć w mało znanym mieście miejsce, gdzie można dobrze i spokojnie zjeść obiad. Oczywiście można wchodzić do kolejnych gdańskich restauracji (a jest ich wiele i na ulicy stoją naganiacze - z ulotkami i bez). Można iść do sprawdzonego lokalu, a taki mamy. Wiadomo, że serować tam będą doskonałe potrawy. Ale znaleźć się tam po raz kolejny? Nie wypróbować kolejnego miejsca? Może jednak nie. Ale mamy internet i tam wszystko napisane. Nie tylko historia Wolnego Miasta Gdańska (okazało się, czy ktoś mógł mi to powiedzieć, że moje ulubione Kąty Rybackie też należały do Gdańska), ale i gdańskie miejsca zbiorowego żywienia. A internet podpowiada - idźcie do Rady Miasta. Budynek dawnego ratusza miejskiego, blisko dworca, blisko centrum, gdzie toczy się turystyczne życie miasta.
Wchodzimy do piwnicy. Ciemnej, dużej, z charakterystycznymi łukami. Otwarta kuchnia, widać brodatego szefa, który instruuje dwóch Ukraińców. Wyglądają na bardzo świeży restauracyjny narybek. Spokój, cisza. Głodny lud jeszcze nie wpadł do lokalu, który charakteryzuje się przede wszystkim ogromnym wyborem win i krótką kartą. Winami nie jestem zainteresowany, a fakt, że karta jest krótka, tylko o restauracji dobrze świadczy. Obsługuje nas jeden kelner, ale uważnie na jego pracę patrzy szefowa sali. Jest dobrze. Nie jem zupy botwinkowej, ale słyszę: - Jakaż to wspaniała zupa, jak dobrze doprawione ziemniaki. Coś przepysznego. - Ja tylko mogę zrecenzować kukurydzianego kurczaka. Kurczak jak kurczak, mógłby być chwilę dłużej grillowany. Skórki nie da się ze smakiem zjeść. Szkoda. Skórkę odkładam i ze smakiem jem mięso. Ale poza kurczakiem na talerzu są produkty, których nie je się codziennie. Jakieś zapieczone ziemniaki, które nazwano gratin i wyglądają jak ładne ciasteczka, pyszna salsa z papryki (a papryki za bardzo nie lubię) i marynowana, podane na ciepło grillowana kapusta rzymska. Razem - rewelacja.
I dlatego warto, ot, po drodze na dworzec, wpaść do Rady Miasta. Na pewno coś tam jeszcze innego smacznego podadzą.
PS Rozczulające są te prawdziwe słomki do napojów. Słomki ze słomy, jak za czasów mojej młodości. Do czego to już w ekologicznym Gdańsku doszło.



Brak komentarzy - bądź pierwszym, który skomentuje.

Odpowiedz