Adam Czetwertyński

Harcerstwo (197) Kuchnia (25) Kultura (274) Polityka (37) Pożegnania (28) Szkoła (74) Varia (106)

Trzej panowie M

Festiwal Singera zainaugurowany. Coroczne warszawskie spotkanie z kulturą żydowską i kulturą inspirowaną tradycjami, muzyką, historią tego narodu od lat gromadzi setki widzów, a czasem uczestników warsztatów lub dyskusji. Jak zwykle na tym festiwalu - dla każdego coś dobrego. A na początek wieczorny koncert tria w składzie: Masecki, Markowicz, Młynarski. Sala teatru “Kwadrat” (jestem tam po raz pierwszy w życiu, wcześniej byłem w tym miejscu w kinie “Bajka”) wypełniona po brzegi. Siedzimy wsłuchani w melodie dwudziestolecia międzywojennego powstałe na użytek teatrzyków rewiowych, występów w restauracjach czy kolejnych płyt. W większości piosenek i melodii nieznanych. Nie dziwmy się - z estrady Jan Młynarski co chwila rzuca tekstem: - On napisał bardzo wiele, jego twórczość była bardzo duża. - I padają kolejne nazwiska, oczywiście te, które znamy, jak Mariana Hemara czy Jana Brzechwy. I takie, które są mi obce, jak Zygmunta Białostockiego.
Siedzimy wsłuchani w przedwojenne melodie i przyznajemy Młynarskiemu rację, gdy mówi, że w tamtych latach prawie wszyscy muzycy i autorzy tekstów to Polacy pochodzenia żydowskiego. Jednak Młynarski z uporem, bardzo świadomie mówi: - To Polacy, to polska twórczość, polskie melodie. Fakt, między nimi znajdzie się nuta tradycyjna, może (?) pochodząca z kultury żydowskiej. Ale czy jesteśmy w stanie powiedzieć na sto procent, co w danej piosence jest rosyjskie, co polskie, co żydowskie? A gdy słuchamy tanga, nie będziemy źródeł melodii poszukiwać. Przecież to jest tylko tango…
Trio jest znakomite. Może najgorzej wypada w tym gronie Młynarski, bo on także opowiada o twórcach tekstów i melodii. I czyni to z pewnym trudem. Ale nic to. Ważne, że w ucho wpada nazwisko Goldów (bo jest ich dwóch), nazwisko Szlechtera (oj ten ślicznie wykonany “Srulek”) czy Warsa. Śpiewa Młynarski nadspodziewanie dobrze, starając się artykułować poszczególne słowa zgodnie z dawną manierą piosenkarską. To ciekawy pomysł. Wyśpiewać to prawdziwe “ł”.
Miło spędzony wieczór. Z dobrą, ciekawą, uroczą, śmieszną przedwojenną polską piosenką. Naprawdę miło spędzony.



Brak komentarzy - bądź pierwszym, który skomentuje.

Odpowiedz