Adam Czetwertyński

Harcerstwo (194) Kuchnia (25) Kultura (274) Polityka (37) Pożegnania (28) Szkoła (74) Varia (106)

Skrawki wspomnień

To bardzo sympatyczne. Ostatnio odzywają się do mnie instruktorzy, których nie widziałem kilkadziesiąt lat. Gdzieś mnie znaleźli w internecie, gdzieś otarliśmy się o siebie na którymś z pogrzebów. Siadamy przy kawie i snujemy opowieści o dawnych czasach. Ja cały czas w harcerstwie - oni przez lat kilka dawno temu też byli niezwykle aktywni. Odeszli, ale z radością wracają do wspomnień. A pamięć nasza jest zawodna. To zupełnie normalne. Trzy ostatnie kontakty - i kolejne trzy wspomnienia o sytuacjach krytycznych, trudnych.
J. - mój pierwszy drużynowy - ten z 1958 roku. Drużynowy sprzed 60 lat! Wśród skrawków wspomnień zachowało się to o kradzieży portfela. Ja tego wydarzenia zupełnie nie pamiętałem. A był to chyba rok 1960. Na obozie J. zarządził rewizję osobistą wszystkich harcerzy, gdyż jednemu z nich ukradziono portfel. I co? Portfel z pieniędzmi znalazł się w ręku młodocianego złodzieja. Został on wyrzucony z obozu. J. odwoził chłopaka do domu. Ja tego nie pamiętałem! Ale obaj pamiętaliśmy zimowisko w Szklarskiej Porębie chyba z przełomu roku 1959/1960. Tam o mało co zbiorowo się nie zatruliśmy. A właściwie zagazowaliśmy. J. świetnie pamiętał sytuację, gdy w sali, w której spaliśmy, przed laty było oświetlenie gazowe, i gaz ten nas o mało co nie zatruł. Po prostu się ulatniał.
M. - szczepowa niezłego szczepu starszoharcerskiego z lat siedemdziesiątych. To ona była przyczyną zdjęcia mnie z funkcji zastępcy komendanta hufca. M. zupełnie nie wiedziała, iż to ona sprawiła, że mój harcerski życiorys w pewnym momencie się zupełnie załamał. Sprawa była mało znacząca, po prostu byłem zbyt samodzielny i w efekcie nie spodobałem się jakiemuś ówczesnemu partyjnemu VIPowi. Pisałem o tym niegdyś. Ale z M. wspólnie wspominaliśmy harcerkę, która była w jej drużynie zimowiskowej, gdy ja byłem komendantem całego wielkiego 200-osobowego zimowiska. I owa harcerka urodziła dziecko dwa dni po powrocie z zimowiska! Podobno dziewczyny nic nie wiedziały o tej ciąży. Nie chciałem w to wierzyć, ale M. twierdziła, że rzeczywiście to owa druhna ukryła do ostatniego dnia swą ciążę przed wszystkimi, a przede wszystkim własną rodziną.
I jeszcze jeden kontakt. Z T. Opisał mi obóz - horror z nieco późniejszych czasów, bo była to połowa lat 80-tych. Tam nieprzygotowane kwatermistrzowsko zgrupowanie, komendantka, która rodzi na trzy dni przed rozpoczęciem obozu. T. zastępuje młodą matkę (a nie jest przygotowany do prowadzenia takiego obozu). I owa instruktorka przyjeżdża na obóz - dziecko zostawiła w szpitalu - i chce wraz z mężem zgrupowanie prowadzić. Jakiś koszmar, który miał miejsce w naszym hufcu. Z T. jestem umówiony na spotkanie za dwa tygodnie, ciekawe, czy mnie jeszcze czymś zaskoczy.
Trzy kontakty. Trzy wspomnienia. Oj, działo się u nas na obozach i nie tylko na obozach, oj, działo…



Brak komentarzy - bądź pierwszym, który skomentuje.

Odpowiedz