Adam Czetwertyński

Harcerstwo (194) Kuchnia (25) Kultura (274) Polityka (37) Pożegnania (28) Szkoła (74) Varia (106)

I po co im Krym?

Nie wiedziałem, jak zatytułować ten mój tekst. Może niech zostanie z Krymem. Tym Krymem, który tak niedawno odebrali Rosjanie Ukraińcom. Po co im, jeżeli w tureckim hotelu na wybrzeżu Morza Śródziemnego są większością gości. Praktycznie inne nacje między nimi się przemykają. Także miejscowi, którzy w tym kolosalnym obiekcie (ponad tysiąc pokoi) są widziani, ale nie jest ich zbyt wielu. Napisy po rosyjsku, animacje dla dzieci także. Zaprzyjaźniony pan barman, który z rana częstuje nas zimnym napojem, wiedząc, że jesteśmy Polakami, wita nas “zdrastwujtie”. My mu na to, że po polsku mówi się “dzień dobry”, co pan ładnie wymawia, by następnego dnia rano powitać nas po rosyjsku. Wie, że może się z nami porozumieć w tym języku, więc po co się wysilać.
Od czasu, gdy w jakimś hotelu za granicą spotkałem większą grupę Rosjan, wiele się zmieniło. Nie są tak krzykliwi, nie są (w przeważającej większości) pijani, są zdecydowanie bardziej cywilizowany. I tylko część z nich w restauracji jada zgodnie z trzema zasadami. O jednej z nich pisałem, ale warto przypomnieć.
Zasada pierwsza - piramida albo kopiec kreta. Na talerz nakładamy kolejne warstwy produktów. Frytki, mięso, warzywa, surówki. Ale piramidę można zbudować z ciastek lub żółtego sera. Ważne, by była wysoka, ale tak ułożona, by nic z niej nie spadło. Piramida jest zjadana w połowie, czasem mniej niż w połowie.
Zasada druga - stół weselny. Stół weselny zastawiamy, gdy jest nas więcej niż dwoje. Przez pół godziny na stół przynosimy wszystko to, co potencjalnie może się przydać do jedzenia. Jak na weselu. Zamawiamy też różne napoje. Gdy stół jest zapełniony, zaczynamy jeść. Zjadamy tak że 30% tego, co sobie przynieśliśmy. Resztę zostawiamy, by kelner miał co sprzątać.
Zasada trzecia - bierzemy na później. Nie myślę o jakimś owocu czy ciastku. Biorący na później są dobrze zorganizowani i często niezauważalni. Mają że sobą torby a w nich pudełeczka. A może pudełka. Obserwowałem akcję “baklawa”. Przynoszono kolejne kopce kreta z ciasteczkami, które znikały w przepastnych torbach. Czy ciastka były przeznaczone na prezenty w dalekiej Moskwie? Czy miały być zjedzone w czasie najbliższej nocy? Nie wiem i się nie dowiem.
Piszę o tym, lecz przypominam. Już tylko część byłych obywateli ZSRR po zdobyciu wybrzeża Turcji zachowuje się, jak Hunowie. Można obok nich wypoczywać.



Brak komentarzy - bądź pierwszym, który skomentuje.

Odpowiedz