Adam Czetwertyński

Harcerstwo (194) Kuchnia (25) Kultura (274) Polityka (37) Pożegnania (28) Szkoła (74) Varia (106)

Przerwana cisza

Dobrymi chęciami jest piekło brukowane. Właściwie tym banalnym zwrotem mógłbym zakończyć ocenę nowej produkcji Warszawskiej Opery Kameralnej. A wszystko zapowiadało się tak pięknie. Nowa scena - ciekawa, w centrum miasta. Trzeci teatr przy Konopnickiej 6. Basen artystyczny, który znalazł dobrego nowego właściciela. Basen pięknie odnowiony, z interesującym wejściem z tyłu budynku, nowym ładnym holem, “odwróconym” miejscem sceny, nawet z odnowionymi toaletami (to było dziwne miejsce w poprzednim życiu “Basenu”). Ci, tacy jak ja, którzy niegdyś do YMKI chodzili na prawdziwy basen, tego miejsca poza nadal istniejącą niecką, zupełnie poznać by nie umieli. (Oj, wyobrażacie sobie, że nasza klasa jeździła tam w 1953 roku?).
Nowy pomysł - poza dotychczasową klasyką pokazywać w WOK-u utwory współczesne. To znakomita propozycja. Brakuje w Warszawie miejsca, gdzie pokazywano by produkcje operowe z ostatnich lat. Albo nawet, jak w tym przypadku, dla opery kameralnej napisane. Opera Królewska przejęła i kontynuuje linię repertuarową zmarłego nie tak dawno jej dyrektora, poprzedniego szefa WOK. I niech tak już zostanie. Do tej pory same plusy.
Znakomici zaangażowani do produkcji twórcy. Świetny Krzesimir Dębski, genialny Michał Znaniecki. A nawet potrafiący pisać, wszechstronnie uzdolniony profesor Henryk Skarżyński. Czy taki zespół mógł wypuścić zły produkt? No właśnie - mógł. Co się stało? Ano temat okazał się za trudny do pokazania na scenie w formie widowiska muzycznego. Bo cóż - dydaktyka, pokazanie wieelkości dokonań pana Profesora na scenie w formie grzecznych czytanek dla dzieci jest żenujące. Scena z panią przedszkolanką, która nie chce przyjąć do swej placówki dziecka ze “ślimakiem”, to jakaś amatorszczyzna. Przez cały czas długiego, trzygodzinnego spektaklu widz się zastanawia, czy znajduje się w profesjonalnym teatrze, czy na jakimś szkolnym przedstawieniu, gdzie występują sami amatorzy. Wszyscy.
A “Przerwana cisza” jest widowiskiem w którym bierze udział kilkudziesięciu aktorów. Młodych, starych, śpiewających, tańczących. Nawet jest panienka na wrotkach. Coś mi się wydaje, że gdyby z mniejszymi kosztami wystawić to wyłącznie w grupie osób, którym profesor Skarżyński (dosłownie) odzyskał słuch, miałoby to większy sens. A tak patrzymy na dobrze przygotowany finał i zastanawiamy się, kto kupi bilety na taki bubel, który promuje tak mądre treści - walczy z homofobią, pokazuje, że w wielu przypadkach, mimo problemów, człowiek może normalnie żyć w społeczeństwie i na dodatek odnieść sukces. Ale tej nachalnej dydaktyki z dobrym przedstawieniem muzycznym w WOK-u połączyć się nie dało.



Brak komentarzy - bądź pierwszym, który skomentuje.

Odpowiedz