Adam Czetwertyński

Harcerstwo (204) Kuchnia (25) Kultura (279) Polityka (37) Pożegnania (31) Szkoła (74) Varia (109)

“K” jak klimat (literki nr 20)

Mój Ulubiony Instruktor spojrzał za okno. Straszna plucha, nie chce się wychodzić z mieszkania. O ile lepiej byłoby… (dalej nie napiszę, bo wiecie, co Mulin sobie myśli). Ale wyjść musiał, bo obiecał jednej druhnie z jego ulubionej organizacji, że przyjdzie na warsztaty. A przyjście gdziekolwiek wymaga wyjścia. Taka to paskudna logika.
Temat warsztatów był fascynujący. Klimat. Oczywiście klimat na naszej matce Ziemi, który to klimat jest jak kobieta - po prostu zmienny. No, nie całkiem jak kobieta, bo ta (Mulin to doskonale wiedział) zmienna bywa - raz jest z nią lepiej, raz gorzej. A klimat zmienia się jednoznacznie na gorszy. Co prawda Mulin zaczął się zastanawiać z trudem przedzierając się przez ulice swego miasta, czy nie byłoby wspaniale, gdyby wzdłuż tychże ulic rosły drzewa pomarańczy. Ale nie doszedł do żadnych wniosków, gdyż dotarł na warsztaty i spotkał tam członków swej ulubionej organizacji. Nie można myśleć o pomarańczach, gdy się rozmawia o wychowaniu… Fakt.
Nie, nie dowiecie się, jak przebiegały Mulinowe warsztaty. Opowieść o jego uczuciach, stresach, zagubieniach, radościach, o jego obecności w obcym mu warsztatowym miejscu zajęłoby miejsce dwóch felietonów. Nie miejsce tu, by opisywać Mulinowe problemy.
Wniosek z warsztatów wypływał jeden - jest źle, będzie jeszcze gorzej. Ciepełko nadejdzie, klimat się zmieni, kopalnie węglowe w Polsce są bez sensu, CO2 coraz więcej i oceany stają się jednym wielkim syfonem z wodą sodową, Żuławy niedługo będą zalane (tu Mulin się zastanowił - po co nasza władza buduje przekop przez Mierzeję Wiślaną, jeżeli niedługo Mierzei nie będzie?). Czekają nas nieprawdopodobne nowości. I Mulin w to, co mu mówiono na warsztatach, uwierzył.
I pomyślał (myślenie jest jednak ulubioną jego czynnością): - A gdyby tak jego cała ulubiona organizacja zajęła się tym problemem? Gdyby promowała ograniczenie jedzenia mięsa, gdyby paliła mniejsze ogniska, gdyby jeździła na jamboree tylko pociągami (czyli zrezygnowała z przelotów do Korei za cztery lata), gdyby dążyła do tego, by w każdej miejscowości montowano panele fotowoltaiczne, gdyby na serio zajęła się sadzeniem lasów itd.,. itd. Gdyby powstał kompleksowy program, którego realizacja obowiązywałaby każdego członka organizacji…
Myślał tak sobie Mulin, myślał. A następnie ciężko westchnął i postanowił wypić kolejną filiżankę dobrej kawy. Bo czymś przecież musiał się pocieszyć.



Komentarze

  1. January 15th, 2020 | 03:48

    Drogi Adamie, męczy mnie trochę druh Mulin, choć pasuje do tak modnego dziś w naszej ulubionej Organizacji (mam nadzieję, że ją jeszcze lubisz, bo ja coraz mniej) tworzenia kolejnej grupy wiekowej - boomerów. A tak na serio, jestem, podobnie jak Ty z tradycyjnego środowiska krakowskiej Czternastki, o równie tradycyjnych puszczańskich wartosciach. I zawsze myślałem, że przyrodoznawstwo jest organiczną częścią tresci programu stopni harcerskich…To po co tworzyć specjalne programy, nie lepiej po prostu zdobywać stopnie i sprawnosci zgodnie z ich przeznaczeniem? Ech, ja nie jestem harcerskim żeglarzem, a z morza ponoś widać lepiej i wszystko jest do zmiany…na….? Pozdrawiam ciepło z Birmy :D (Tu problemy środowiska po prostu widać :/

  2. January 15th, 2020 | 10:45

    Birma - tam jest jeszcze cieplej niż w Polsce. Ale tu też ciepło. Piotrze, piszesz, że męczy cię druh Mulin. On, taki kawowy harcerski sybaryta, patrzy na drobne (a czasem nie takie drobne) problemy organizacji. A w niej o tym i owym się zapomina. Nie wystarczy tradycyjne zdobywanie stopni i sprawności. Potrzebny jest nowoczesny program. Ja chciałbym, aby nasze wnuki (czy prawnuki) mogły jeszcze popłynąć na Malediwy. I może nasza mniej lub bardziej ulubiona organizacja się do tego przyczynić. Pozdrawiam

  3. January 15th, 2020 | 11:56

    Malediwy, ze swoją “wyspą śmieci” ( warto wyguglować :( ) omijam jak najdalej. Ale “tradycyjne” zdobywanie stopni to jakiś humbug. Trzeba raczej dać harcerkom i harcerzom “poziom stopnia” warty zdobycia. Nie głupawe indeksy i wymagania a wizja bycia Harcerką Orlą/Harcerzem Orlim. I to jest wyzwanie - sięgnięcie razem po wiedzę i stosowne działanie. Ale tak stopnie wędrownicze były konstruowane, kto to zepsuł? A na koniec, mój ulubieniec, brat (chyba) druha Mulina nazwał boomerów….dziadersami. Chyba Adamie to nie chodzi o nas??? Urodzinowo pozdrawiam, nad Zatoką Bengalską włąśnie zachodzi słońce, a tutejsi Rowersi w sąsiednich wsiach propagowali wczoraj segregację.

Odpowiedz