Adam Czetwertyński

Harcerstwo (208) Kuchnia (25) Kultura (282) Polityka (38) Pożegnania (40) Szkoła (74) Varia (112)

Kwartet

Dobry tekst, prawdziwa angielska komedia pełna interesujących i zabawnych sformułowań. Na podstawie sztuki teatralnej nakręcony sympatyczny film. Czwórka dobrych wokalistów gra jakby siebie - emerytowanych solistów operowych, przed laty odnoszących duże sukcesy na scenie. Miła sala odnowionego nie tak dawno Basenu Artystycznego, który przejęła Warszawska Opera Kameralna. Niezły, wydaje się, reżyser. Fakt, że o nim nic nie wiem, ale czy muszę znać wszystkich polskich, nawet niezłych, reżyserów? Luźno na widowni (te obostrzenia!), więc widoczność dobra, nikt nie zasłania. Dobra widoczność, nawet, gdy się siedzi nieco dalej.
I co? Ano nic. Nudy na pudy. Nikt się nie bawi. Ani aktorzy na scenie, ani publiczność. Coś tu zdecydowanie nie gra. Może wokaliści nauczeni grać w zupełnie innej konwencji nie potrafią zmienić swych ruchów, nie potrafią operować głosem, ba, nie potrafią bez muzyki nauczyć się dobrze swych ról? Bo kwartetu nie ratuje jedna aktorka teatralna, która też zgodnie z regułą “jeśli wpadłeś między wrony…” nie zachwyca. A pani dyrektor WOK nie opanowała tekstu i haftowała wielokrotnie. Żenada. A może czekaliśmy, aż czwórka solistów na serio zacznie śpiewać. I to czekanie nas tak znużyło? Bo jakiś malutki występ na końcu to mało, bardzo mało. A może winą są mikroporty, które opanowały nasze teatry. I głos aktora znajdującego się na scenie dochodzi doniośle gdzieś z tyłu z lewej strony? A może pan rezyser sobie nie poradził. Niby reżyserował, ale pozwolił na przerysowanie (jak w operze) postaci? Okropne przerysowanie.
Nie wiem, bo tak dobrze się zapowiadało. Chyba będzie lepiej, jeżeli na scence w budynku przy Konopnickiej będą grane widowiska muzyczne. Niech opera zajmie się operą, bo wystawianie normalnej sztuki po prostu ten teatr przekracza.



Brak komentarzy - bądź pierwszym, który skomentuje.

Odpowiedz