Taka wystawa, multimedialna przecież, ma swoją odrębną nazwę. Ale nie o nazwę chodzi. O sposób prezentacji dzieł malarskich – tym razem impresjonistów. Siedzisz w wielkiej zaciemnionej sali, słuchasz spokojnej klasycznej muzyki i patrzysz na ściany wokół. A tam poruszają się, przemieszczają obrazy lub fragmenty obrazów, wszystkie są cały czas w ruchu, postacie wyjęte z poszczególnych dzieł zaczynają żyć, łódka płynie po falach, pociąg jakby się ruszał a fotograf z płynącego na tle nieba balonu robi zdjęcia tym, co są na dole.
Znajdujemy się jakby wewnątrz tych obrazów. Jemy śniadanie na trawie z nagą modelką i prawie dotykamy lilii wodnych na stawie. Wrażenie jest niesamowite. Na początku tej oryginalnej wystawy mamy przedsmak – część edukacyjną – krótkie informacje o poszczególnych artystach wraz z przykładowymi dziełami (gdy już znajdujemy się w głównej sali, możemy się tylko domyślać, czyje fragmenty obrazu są wyświetlane). Na końcu mogę sobie zrobić zdjęcie – jak z obrazka.
Ciekawe doświadczenie, podobno takich wystaw po świecie krąży wiele, warto godzinę na taki kontakt z kulturą poświęcić.