Kilka dni wolnych. Warto wykorzystać okazję – ruszyć na Mazury. Wypasiony hotel z pięknym basenem. Basen ma wszystko, co starzy i młodzi mogą sobie wymarzyć. I bąbelki, i zjeżdżalnie, i sauna, i komora strasznie zimna. Piękna sprawa. Przed hotelem jezioro. Jeszcze spokojne. W trzcinach trzciniaki, ale i inne ptaszydła. Hotel upodobały sobie jaskółki-oknówki i z zapałem budują swoje gniazda. Nie wiedzą, że wcale nie są wymarzonymi gośćmi. Raz słońce, raz deszcz, jak to wiosną bywa.
Hotel wielogwiazdkowy. Nowy. Może dlatego w jednym pokoju dwa szlafroki rozmiaru S, a w drugim XXL. Też dwa. Może dlatego z pokoju niespodziewanie znika fotel, który miał w nim stać, pozostaje tylko podnóżek. Może dlatego w jednej łazience jest suszarka do włosów, a w innej nie ma. No i może dlatego personel nie wyrabia się w czasie śniadań. A to brakuje bułeczek, a to masła lub pomidorów. Za dziesięć minut wszystko jest na swoim miejscu, tylko kto lubi z talerzem w ręku czekać na ćwiartkę pomidora. Wszystko da się załatwić, wszystko znajduje się na właściwym miejscu, nawet żarówka (ukradli poprzedni lokatorzy?) jest szybko wkręcona do stojącej lampy.
Na całość wyposażenia pokoju nie można narzekać. Ba należy chwalić. I także zestaw programów telewizyjnych. Dawno nie spotkałem się z hotelem, gdzie można oglądać TVN24. A tu ten program jest. I filmy HBO. Brawo.
Przyjechać tam raz jeszcze? Pewnie tak, ale niech się wcześniej do końca ogarną. To może cały rok potrwać. Czy tak, czy inaczej, warto jechać w wolne dni na Mazury.