Adam Czetwertyński

Harcerstwo (173) Kuchnia (22) Kultura (255) Polityka (37) Pożegnania (22) Szkoła (73) Varia (102)

February, 2011 w archiwum

Lwów 2011

Rafał B. zaproponował Związkowi albo inaczej mówiąc - poszczególnym drużynom trzech grup wiekowych naszej organizacji - interesujące zadania związane ze Lwowem, Andrzejem Małkowskim i powstawaniem pierwszych drużyn harcerskich. Chyba tydzień temu na stronie zhp.pl pojawiła się koncepcja rywalizacji między drużynami, które chciałyby wyjechać jako reprezentacje chorągwiane do Lwowa, by 22 maja wziąć udział w apelu z okazji 100-lecia opublikowania pierwszego rozkazu, w którym Małkowski formalnie powołuje trzy pierwsze lwowskie drużyny.
Zadania - wcale nie żartuję - podobają mi się. Jest część podstawowa, jest część, za realizację której można zdobyć dodatkowe punkty. Trzy poziomy zadań - znakomita koncepcja.
I wcale mi się to nie podoba.
Nie mówcie, że to schizofrenia, jakieś rozdwojenie poglądów - podoba mi się i nie podoba zarazem. Nie, myślę logicznie.
Zadania są bardzo dobre wymyślone. Ale która drużyna, dobra drużyna, nagle - ni z tego, ni z owego - zmieni swój plan pracy i rzuci się w ciągu tygodnia do realizowania tychże zadań? Po to, aby wyjechać do Lwowa? Pomyślmy. Rzecz jest atrakcyjna. Sam 22 maja chciałbym być na Ukrainie. Ale przecież drużynowy musi wziąć pod uwagę wiele czynników. Ot, gdyby ktoś zaproponował drużynie wyjazd bez udziału w konkursie, też nie byłbym pewny, jaka będzie decyzja. Bo trzeba zupełnie przebudować plan pracy drużyny, wyrobić paszporty, znaleźć sponsora (bo chyba harcerze nie mają jechać za własne pieniądze?) i mieć instruktorów, którzy na pewno będą mogli się z harcerzami wybrać do Lwowa. Ile drużyn na coś takiego się zdobędzie?
I jeszcze jeden problem. Czy na pewno dziś wiadomo, że chorągiew organizuje wyjazd swej reprezentacji do Lwowa? Czy jest więc o co walczyć? Nie wiem, jak w innych chorągwiach, ale w Stołecznej informacja nie została przekazana do środowisk. Na stronie www mamy news o organizowanym przez Główną Kwaterę we Lwowie biwaku. I nic więcej. Po co więc robić rewolucję w drużynie, realizować zadania mające charakter konkursu, jeżeli nie wiadomo, czy chorągiew swą reprezentację do Lwowa wysyła? I czy zadania proponowane przez Rafała są przez chorągiew przyjęte jako własne, czy też zostanie wymyślony inny sposób rywalizacji? A może komenda po prostu zaproponuje wyjazd któremuś środowisku? Nic nie wiemy. Dlatego nie wierzę, by którykolwiek drużynowy poszedł na ryzyko brania udziału w konkursie, którego nikt nie ogłosił.
No to na koniec pomarzymy. Jest czerwiec 2010 roku. Druh Rafał B. w imieniu Głównej Kwatery proponuje zestaw ciekawych zadań dotyczących Lwowa i Andrzeja Małkowskiego. We wrześniu 2010 roku drużyny wpisują sobie to zadanie do planów pracy a chorągwie szukają środków, by najlepsi harcerze mogli za darmo wyjechać na Ukrainę. W chorągwiach odbywają się konkursy. W marcu 2011 r. wiadomo, kto jedzie do Lwowa. Prawda, jakie piękne marzenia? Ale jest, jak zwykle. Zupełnie inaczej. Dlaczego?

Kabaret

Mistrz Słobodzianek powiedział któregoś wieczoru: - Niech pan wpadnie do Laboratorium na nasz wieczór kabaretowy. - Dobrze. Czemu nie - wpadłem.
Przyznam - gdy w telewizji rozpoczyna się program kabaretowy - robię wszystko, by jak najszybciej przerzucić się na inny kanał, aby nie słuchać dowcipów prezentowanych przez tych najbardziej dowcipnych i tych jeszcze bardziej dowcipnych od tych najbardziej dowcipnych. Chyba mam jakieś specyficzne, inne poczucie humoru. Jest są dwa wyjątki. Pierwszy z nich to Kabaret Starszych Panów. Jestem w stanie na okrągło słuchać i oglądać stare nagrania i spektakle produkowane współcześnie z ich materiałów. Drugi to Piwnica pod Baranami. Kabaret - może być, same piosenki - oczywiście, nawet wieczór kolęd i pastorałek. Ale to wyjątki.
Gdy więc w przerwie kabaretu na Olesińskiej (on ma zdaje się jakąś nazwę - nie pamiętam, jaką) M. zapytał mnie, czy mi się podoba, nie umiałem udzielić sensownej odpowiedzi. Bo może cechą kabaretu, takiego początkującego, takiego bez dorobku, jest nierówny poziom poszczególnych tekstów i piosenek. Bo może, gdy występuje ponad dziesięć osób, musi brakować jednolitości stylu, koncepcji, atmosfery. Tak było tym razem - raz lepiej przygotowany numer, raz gorzej. Raz głębsze treści, drugi raz nie ma się z czego śmiać. Na dodatek przerysowane postacie, krzykliwi konferansjerzy, “zabawne” stroje. Wszystko jednak, o dziwo, kulturalnie, w efekcie zabawnie i sympatycznie. Na stronie Laboratorium Dramatu reklama kabaretu. Może gdybym uważniej ją przeczytał, bardziej występ by mi się podobał?
Nie, nie był to wieczór zmarnowany. Nawet jestem w stanie wybaczyć, że ktoś się nie nauczył tekstu. Bywa. I byłem zauroczony faktem, iż nie było nawiązań do współczesnej polityki. Wyobrażacie sobie - wieczór kabaretowy bez Smoleńska, Kaczyńskich i Komorowskiego. Jakże to miłe…
Następny wieczór może być lepszy, bardziej magiczny, bardziej fascynujący i wciągający. Taki z jeszcze lepszym jedzeniem, piciem, atmosferą. Nie nudziłem się i bardzo jestem ciekaw, jak będzie się rozwijać kabaret przy Olesińskiej, bardzo.

A w hufcu

Dziś będzie mało interesująco. Muszę sobie spokojnie poskładać moje zadania w hufcu. To wcale nie takie proste.
Jestem odpowiedzialny za kształcenie. Jasne. Razem ze mną kilka osób, które równocześnie mają inne funkcje w organizacji. To mój zespół kształcenia. Pracujemy przede wszystkim drogą mailową. Uzgadniamy, ustalamy, prowadzimy. Chyba jesteśmy elastyczni. (A może elastyczny jestem ja?). Ostatnio wymyśliłem kurs dla dorosłych. Zaoczny. Taki złożony z dwóch weekendów - z początku i z zakończenia. A w środku intensywna praca własna. Ten kurs to odpowiedź na zapotrzebowanie niewielkiej grupy nauczycieli, wychowawców, studentów. Nie mogli oni wziąć udziału w normalnym, stacjonarnym kursie. Więc może z tymi kilkoma osobami powalczyć innymi metodami, niż robimy to na co dzień. Może warto poznać je i dać tej kadrze to, co jest jej autentycznie potrzebne do dobrego prowadzenia drużyny. Bo pracować z grupą oni potrafią, bo rozwój dziecka w odpowiednim wieku to znają. A żeby była to praca metodą harcerską - tego musimy ich nauczyć.
W hufcu jestem też po części odpowiedzialny za współpracę ze Wschodem. Kurs letni dla harcerzy z Białorusi, organizacja i poprowadzenie wyjazdu do Lwowa (ten Małkowski…). To moja działka. Więc każdy nowy projekt wschodni jest już mój. Tak to samo jakoś wypadło. Ktoś w komendzie hufca te tematy musi holować. Jeżeli dostaniemy więc dotację na nowy projekt wschodni (nie zapeszajmy…), to kto zajmie się organizacją? Ja.
Ale moim zadaniem jest też opieka nad komisją stopni. Hmm… W komisji kilkoro doświadczonych harcmistrzów (i harcmistrzyń). Jak tu się nimi opiekować, aby nie doprowadzić do jakichś zgrzytów. To wcale nie jest proste. Bardzo zależy nam na wysokim poziomie prób instruktorskich, od kilku lat we wrześniu przeprowadzamy warsztaty dla opiekunów prób i KSI. Nie jest źle. Może najlepiej po prostu nie wtrącać się i w ten sposób opiekować się komisją???
Zespół kształcenia od kilku lat odpowiada za organizację “startówki instruktorskiej”. Za każdym razem w innym mieście. Ostatnio była w Toruniu, w tym roku będzie w Lublinie. Autokar naszej młodej kadry, gra miejska, kominek, dużo o planach hufca, jakieś warsztaty, jakieś dodatkowe zwiedzanie. Niby nic, a przecież organizacja startówki wymaga wielu przygotowań… Impreza odbywa się na przełomie września i października a program (łącznie z noclegami) mam zapięty w połowie czerwca.
No dobrze, do tego dochodzą jakieś warsztaty, jakaś konferencja, jakaś opieka nad młodocianym osobnikiem (lub osobniczką) zdobywającym stopień instruktorski (bez przesady - aktualnie “zdobywam” jeden stopień harcmistrza i jeden przewodniczki), czasem bezpośrednia rozmowa z przedstawicielami jednego z trzech “moich” środowisk. “Moje” środowisko to ostatni nasz hufcowy pomysłem - każdy z członków komendy ma pod opieką jakieś szczepy czy drużyny, ma wszystko wiedzieć, co w trawie piszczy. Jak pracują drużyny i gromady, co słychać w radzie szczepu lub radzie drużyny, czy jest tworzona rezerwa kadrowa itd.
To co? Wszystko? Naprawdę tak mało mam zadań w hufcu? To dlaczego zajmuje mi to tak wiele czasu? Nic nie rozumiem.