28/11/2008
Anna K.
Schemat jak ze współczesnych seriali albo powieści (kto to pamięta?) dla kucharek. Ona i ich dwóch. Mąż i kochanek. Każdy ma swoje zalety i każdy ma wady. Którego wybrać? Kobieta na rozdrożu wybiera trzecią drogę - samobójstwo. “Anna Karenina” Tołstoja - piękna, zaczytywana powieść o Rosji, o rosyjskiej duszy - tym razem kobiety.
Biorąc jako podstawę akcję powieści współczesny rosyjski kompozytor (skądinąd mąż Mai Plisieckiej) Rodion Szczedrin skomponował bardzo klasyczny i bardzo przemawiający w wymowie balet. Przeprowadził bohaterkę od sceny z wypadkiem na stacji kolejowej do tragicznego końca kobiety, która nie potrafiła już dłużej żyć w sytuacji żony i kochanki.
Niedawno na scenie Teatru Wielkiego odbyła się premiera tegoż baletu. Połączona ona została z uroczystościami urodzin jednej z największych tancerek świata. Plisiecka ukończyła 83 lata. Gdy wyszła na scenę, wydawało się, że niczym nie różni się od tancerek o kilkadziesiąt lat od niej młodszych. Wyglądem, uśmiechem, gestem.
A sam balet? Świetna dekoracja. Aktualne możliwości techniczne - rzucanie na scenę obrazów multimedialnych upraszcza scenografię, ale (co za paradoks) ją wzbogaca. Po “niebie” mkną chmury, przenosimy się bez autentycznej zmiany dekoracji z miejsca na miejsce. Wystarczą skromne rekwizyty, symboliczna brama do hipodromu czy biurko Karenina. Przepraszam - jest jeszcze “prawdziwy” wagon mknący między Moskwą a Petersburgiem. Najmniej udany element scenografii, pokazujący jednak możliwości sceny. Był wielki byk z “Carmen”, może być wielki wagon z “Kareniny”.
Doskonała orkiestra. Szczedrin chyba autentycznie ze sceny wielokrotnie gratulował Orkiestrze Teatru Wielkiego za znakomite wykonanie dzieła. A balet? Balet wykonał swoje zadanie. Soliści także. Cóż. Jakiś kryzys, kryzysik w zespole taki laik jak ja widzi. Tańczono dobrze, bardzo dobrze, ale żaden z tancerzy nie porwał publiczności, żaden układ nie rzucił nas na kolana. Może nasłuchałem się nieprawdziwych sądów i teraz je powtarzam? Zobaczymy, jak będzie na następnej premierze. Zobaczymy.

Komentarz