Adam Czetwertyński

Harcerstwo (177) Kuchnia (22) Kultura (263) Polityka (37) Pożegnania (25) Szkoła (74) Varia (104)

November, 2012 w archiwum

Nie wiem

Któregoś dnia K. napisała do mnie maila: - Niech druh napisze, co słychać w harcerstwie, bo druhowi mogę ufać. Na co dzień nie docierają do mnie żadne wiadomości, ale druha zapiski to czytam.
Cóż ja mogę na takie pytanie i taką prośbę odpowiedzieć? Pytanie wszak zadane jasno. Otóż mogę powiedzieć tylko jedno: - Nie wiem. Za mało wiem.
Jak to, człowiek mający swój pokoik w GK ZHP przy Konopnickiej obok gabinetu zastępcy naczelnika, człowiek będący od wielu, wielu lat związany w różnorodny sposób z harcerską władzą, człowiek czytający (bo redagujący) wszystkie artykuły w “Czuwaj” nie wie, co słychać w harcerstwie? To się w głowie nie mieści. A jednak…
Gdy się dłużej zastanowię, to jednak co nieco do mnie dociera. Ot, wczoraj i dziś na Głodówce trwało spotkanie Rady Naczelnej (i innych władz naczelnych też). Rada powoli musi sumować trzy lata pracy od ostatniego zjazdu zwykłego i przygotowywać zjazd kolejny. Ten grudzień przyszłego roku już tak blisko… Ale nie wiem, co dla Rady jest dziś priorytetem, czym się tak naprawdę nasza najważniejsza władza między zjazdami aktualnie zajmuje. Powiecie - mogę sobie przeczytać uchwały Rady. Mogę porozmawiać ze znajomymi członkami Rady. I będę wiedział. A ja chciałbym, aby komisje Rady przedstawiały, czym się zajmują, jakie uchwały z własnej inicjatywy przygotowują, co nas czeka…
Mniej niż więcej dociera do mnie, czym się zajmuje Główna Kwatera. To organ, którego obrady są tajne. Oczywiście podejmuje także decyzje - i te także każdy może sobie przeczytać. Ale o tym, co nasza władza wykonawcza ma w planach, co ją zajmuje, jakie buduje koncepcje pracy organizacji. Nie wiadomo. Ostatnio następuje reorganizacja wydziałów Głównej Kwatery. Ponoć ma dzięki temu sprawniej funkcjonować cały Związek. Oby.
Jak zwykle (to naprawdę nic nowego od lat, chyba od czasu, gdy swą ziemską drogę zakończył druh Mirowski) między władzami harcerskimi iskrzy. Kto jest ważniejszy? GK czy RN? Nie, nie mówię o zależnościach zapisanych w Statucie. Mówię o rzeczywistości. Ktoś kogoś zawsze lekceważy. Przecież “oni” są tacy słabi. Raz taką opinię wypowie członek Rady, za drugim razem GK-i. Oczywiście nic z tego nie wynika. Zastanawiałem się, czy można ów kłopot zlikwidować. Wnioski nie są zbyt optymistyczne.
Przez około dziesięć lat, gdy kierowałem miesięcznikiem “Czuwaj”, brałem udział we wszystkich spotkaniach obu tych władz. Pisałem i namawiałem do pisania osoby decydujące o naszej organizacji. Pierwszym felietonistą był Przewodniczący ZHP. Inne były czasy? Inne. Ale już w nowej rzeczywistości, w nowym ustroju. I prace bu naszych władz były zdecydowanie bardziej przejrzyste. A ponoć (Dawniejsze czasy, na przykład początek lat osiemdziesiątych, kiedy byłem harcerskim VIP-em, pewnie kiedyś opiszę, tylko to jest całkiem inna historia).
Droga druhno K. Co słychać w ZHP? Słychać o reorganizacji władz, o polepszaniu sytuacji finansowej (brawo Skarbnik), o Strategii, która od początku była do niczego, o próbach wyczyszczania poszczególnych metodyk, o jednym niezłym programie wiążącym Ruch Grunwaldzki z harcerzami i skautami za naszą wschodnią granicą. Coś tam słychać. Jakieś dalekie pogłosy.
Dlatego mogę Ci, droga K., napisać, co słychać w moim hufcu. I o hufcu pisać wolę.
PS Dopisuję po trzech dniach od zawieszenia tego tekstu - okazało się, że spotkanie władz było w Załęczu a nie na Głodówce, taka to moja wiedza…

Ojciec i syn (z córką w tle)

Córka siedzi na widowni a na scence teatru “Polonia” przez godzinę prowadzą rozmowę jej ojciec i brat - Jan i Błażej Peszkowie. Bawią nas komedyjką “Pojedynek”. Niektórzy widzieli film z tymi samymi dialogami. Pamiętają “Detektywa”.
Od lat powtarzam przy okazji takich przedstawień to samo banalne sformułowanie: - Mamy bardzo dobrych aktorów, którzy grają w bardzo marnych przedstawieniach. I owa marność nie wynika ze słabej pracy reżysera, lecz słabości sztuki, przeciętnego pomysłu, dialogów. Ot, kilka dni temu pognałem do Imki na dziełko Marka Modzelewskiego. Niby sprawny autor - pokazał już nie jeden raz, że umie pisać. I co? I nico. Ani głębokiego przekazu, ani nawet radości z oglądania ładnych dziewcząt. Występuje grono powabnych pań, dyrektor-właściciel teatru i trzech starszych bardzo dobrych aktorów (wszyscy trzej grają jedną rolę, pewnie Pan dyrektor postanowił wszystkich trzech wspomóc finansowo). Niestety nie mieli co grać.
A tu - w “Polonii” - świetnie się bawimy. Panowie Peszko mają szczęście. Mają dobrze napisany tekst. Brakuje nam co prawda tej jednej, pięknej, fascynującej obu panów pani Peszko. To znaczy żony i kochanki. Jakże byłoby miło zobaczyć tę cudowną kobietę. Ale ukochanej obu panów nie ma. Pewnie trzecia osoba wymagałaby trzeciego honorarium. Więc z niej zrezygnowano. Teraz ojciec z synem będą mogli we dwójkę jeździć po Polsce, występować i zarabiać nieco pieniędzy. Scenografia bardzo prościutka, nieco podkładu muzycznego, tylko wychodzić na scenę i grać.
Podejrzewam, że “Pojedynek” będzie grany długo i szczęśliwie. Panowie jeździć będą po kurortach i małych miasteczkach i bawić nas po kilkadziesiąt złotych od osoby. I niech tak będzie.
Dobra, bardzo dobra rozrywka.
PS. Córka (i siostra) ostatnimi czasy zyskała ogromną popularność. Muszę się przyznać, że wolałem ją w czasach, gdy w Fabryce Trzciny śpiewała “Miasto manię”. Bardzo to były dla niej - debiutantki - dobre, twórcze czasy.