Adam Czetwertyński

Harcerstwo (174) Kuchnia (22) Kultura (259) Polityka (37) Pożegnania (23) Szkoła (74) Varia (103)

October, 2013 w archiwum

A w Lipsku

A w Lipsku w miniony weekend działo się, oj się działo. Byłem tam.
Bitwa Narodów
Tak, 200 lat temu pod Lipskiem i w Lipsku wojska francuskie (i z nimi oddziały polskie) przegrały z armiami koalicji antynapoleońskiej. Ponad 130 tysięcy poległych żołnierzy, wśród nich książę Józef Poniatowski, marszałek napoleoński. Tysiącom żołnierzy walczących w Bitwie Narodów postawiono wielki monument. Ogromna i brzydka, rozłożysta budowla góruje nad częścią miasta. Tam wieczorny koncert “światła i dźwięku”, który zgromadził tysiące mieszkańców Lipska i wielu turystów. Najpierw długie wypowiedzi na temat pokoju. Później koncert - słabiutki, bo kameralny. Owo światło na monumencie też nie zachwyca. Na zakończenie nędzne fajerwerki.
Książę Pepi
Książę utonął w Elsterze równo dwieście lat temu, 19 października. Od lat w naszych “Trójkach”, noszących imię księcia, obchodzimy uroczyście ów dzień. To z tego powodu znaleźliśmy się w Lipsku. Bo gdzie uczcić tę okrągłą rocznicę? Wieczorem 18 października pod tablicą, upamiętniającą księcia rekonstruktorzy (także sam książę!) składają kwiaty, oddają salwę honorową. Następnego dnia oficjalna uroczystość, minister z Polski, konsul honorowy, miejscowi Polacy i tacy jak my - przyjezdni. Jest nas sto, może dwieście osób. Pamięć o księciu żyje wśród nas. Najciekawszą grupą są polscy archiwiści z PAN, widać starsze panie, rozdają pocztówki z podobizną księcia.
Rekonstruktorzy
Na polach wokół Lipska obozują rekonstruktorzy z całej Europy. 20 października wezmą udział w wielkim widowisku. Gdy chodzi się po obozowiskach (osobno żołnierze Napoleona, osobno sprzymierzeni) człowiek czuje się jakby przeniósł się do początku XIX wieku. Bo rekonstruktorzy nie tylko śpią w namiotach, w których na ziemi rozrzucono słomę, ale starają się gotować na ogniskach. Tylko te kobiety w męskich mundurach bardzo rażą. Bo piękne markietanki oczywiście nie. Każda grupa to oddzielny oddział wojskowy. Są też oczywiście nasi żołnierze z proporczykami Księstwa Warszawskiego. Między nimi Jacek - niegdyś zastępca naczelnika ZHP.
Muzyka, muzyka
Na placyku na skraju obozowiska koncert orkiestr wojskowych. Jako pierwsza występuje nasza orkiestra reprezentacyjna. Pięknie gra marsze wojskowe. Tylko mnie brakuje do tego musztry paradnej. Ale jej organizatorzy nie przewidzieli.
A w Lipsku wieczorem “War requiem” Beniamina Brittena. Połączenie mszy żałobnej z wierszami sprzed wieku. Britten, którego setną rocznicę urodzin właśnie obchodzimy, skomponował oryginalny utwór, trudny w realizacji. Jeden chór przy organach na chórze, tam też jedna orkiestra i soliści, z przodu w prezbiterium także orkiestra i soliści. I jeszcze jeden chór chłopięcy. Piękne, przejmujące wykonanie. Na dodatek ta świadomość, że właśnie w tym kościele pochowany jest Jan Sebastian Bach.
Bacha słuchamy w czasie niedzielnego nabożeństwa ewangelickiego. Skromny, miejscowy chór też potrafi śpiewać.
Muzeum NRD
Cóż to była Niemiecka Republika Demokratyczna, której reszteczki także można obserwować w Lipsku, mnie mówić nie trzeba. Byłem, analizowałem, rozmawiałem. Miał powstać nowy naród “enerdowski”. I częściowo powstał. O nim i o historii tego państwa sporo wiem. Ale dobrze, że w takim miejscu jak Lipsk powstają muzea, w których można obserwować różne aspekty funkcjonowania tego państwa. Bo cóż o nim mogą wiedzieć Polacy, którzy mają dziś mniej niż trzydzieści kilka lat.
A w ZOO
Lipski ogród zoologiczny, położony prawie w centrum miasta, jest jednym z najlepszych w Europie. Być w Lipsku i nie wpaść do ZOO, niemożliwe. Na wielkiej przestrzeni poza typowymi wybiegami i klatkami zbudowano ogromną kopułę, pod którą urządzono tropikalne rejony świata. Afryka, fragmenty Ameryki - palmy, liany, tysiące kwiatów. Sztuczna rzeka, którą popłynąć można za dwa euro. Orgia kolorów. No i zwierzęta. Ogromna ich liczba, pięknie utrzymane. Od pingwinów, które witają nas przy wejściu po pawiany, które nas żegnają.
I jeszcze
Nie napiszę o pojedynczych kawiarniach, piwnicy Auerbacha, pasażu z kawiarniami (to oddzielny temat),innych pasażach, cmentarzu, gdzie był pochowany w Lipsku książę Józef przed przewiezieniem na Wawel, Elsterze (co z niej zostało), zabytkowych kościołach i o druhu Rafale, który nam wszystko ślicznie zorganizował.

Darek

W piątek pożegnaliśmy Darka. W kościele i na cmentarzu dziesiątki osób - przyjaciele i znajomi. Duża część to harcerze - aktualni i byli, ci, z którymi Darek współpracował lub których wychowywał w czasie minionych ponad czterdziestu lat. Niektórzy to członkowie i sympatycy SLD, bo Darek był działaczem samorządowym i partyjnym na terenie naszej dzielnicy. Pracował też w Urzędzie Dzielnicy.
Każde takie pożegnanie jest trudne, przypominamy sobie wspólnie spędzone lata, myślimy o ostatnich i zastanawiamy się - czy mogliśmy dla Zmarłego coś zrobić, by jego życie było dłuższe, czy wspieraliśmy go w trudnych chwilach, jakich miał przecież wiele?
Chyba każdy z nas myśli, że mógł jeszcze raz do Darka zadzwonić, zaprosić go do współpracy, wzmocnić psychicznie. Ja z Darkiem latem komunikowałem się często, a ostatni telefon odebrałem od Darka kilka dni przed śmiercią. Czuł się lepiej, ponoć kryzys minął…
Na cmentarzu nasza komendantka hufca między innymi powiedziała, że gdy ktoś umiera w wieku 61 lat, wszyscy twierdzimy, że odchodzi od nas zdecydowanie za wcześnie. To prawda. …w takiej sytuacji, gdy odchodzi ktoś taki, jak Darek, mamy w pamięci ważne zdanie, które sformułował wielki instruktor harcerski Aleksander Kamiński. Powiedział on, że nie w tym jest wart człowiek, co przemyślał i co przeżył, ale co zrobił dobrego na świecie…
Zadajmy więc sobie dziś pytanie, co przez minione lata zrobił dobrego na świecie Darek. Ile jest wart? Odpowiedź na to pytanie jest proste. Żegnamy człowieka, jak każdy z nas popełniającego także błędy, który dla innych zrobił bardzo wiele. My, członkowie Związku Harcerstwa Polskiego, możemy zaświadczyć, jaki jest efekt jego wieloletniej służby na rzecz dzieci i młodzieży. Był wszak komendantem wielu obozów, Szczepowym 112 Warszawskich Drużyn Harcerskich i Zuchowych, członkiem komendy hufca, retmanem drużyn żeglarskich. Przez lata Darek dzień w dzień czynił coś dobrego na rzecz młodego pokolenia.

To ważne stwierdzenie. Także znajdujące się między wierszami słowa, że każdy z nas popełnia w życiu błędy. Te błędy Darka będę pamiętał. Lecz gdy mielibyśmy ważyć to, co uczynił w życiu dobrego i te “usterki”, to dobro na pewno przeważa. I również dlatego ogromnie mi żal, że nie ma już z nami Darka - bardzo dobrego człowieka.

Do 21…. (tekst tylko dla harcerzy)

No, wreszcie mamy decyzję. Rada Naczelna na początku października uchwaliła: wiek wędrowników ograniczamy do dwudziestego pierwszego roku życia. Kończysz dwadzieścia dwa lata i przestajesz być wędrownikiem (wędrowniczką też). Dyskusje trwały kilka lat. I wreszcie wszystko wszyscy już wiedzą.
W czym rzecz? Co się tu stało? Mamy być zadowoleni czy powinniśmy pomarudzić? A może nie przejmować się i nadal mieć w drużynach wędrowniczych harcerzy, którzy obronili już pracę magisterską? Nie.Za tym ostatnim rozwiązaniem nie optuję
Chwilkę pomyślmy. Drużyna harcerskie to takie środowiska, w którym trwa proces wychowywania i samowychowywania (jak pamiętamy – przez stawianie wyzwań). Jak długo można być szeregowym harcerzem-wędrownikiem? jak długo można zgodnie z metodą harcerską funkcjonować w sformalizowanej małej grupie? Czy nie pora w pewnym momencie powiedzieć – już przyszła pora, by nie być przez innych wychowywanym.
Do tej pory mądrzy w piśmie twierdzili, że taką młodzieżą, kształtowaną w harcerskim zespole, przestaje się być, gdy ma się nieco ponad ćwierć wieku. A więc gdy kończy się studia. Tak – to była przesada. Naprawdę znacznie wcześniej młody człowiek jest już dorosły. Ot, może mając 21 lat. (Nie, nie mówcie, że niektórzy są dziećmi do końca życia - o takich przypadkach nie rozmawiamy, takich osobników należy skierować do NS-u).
A więc drużyna wędrownicza jest od 1 września 2015 roku przeznaczona dla uczniów szkoły ponadgimnazjalnej i dla początkujących studentów. To chyba rozsądne. Dla nich też zostaną zmodernizowane regulaminy dwóch stopni wędrowniczych. Nie są to stopnie dla seniorów, harcerskiej starszyzny i innych mocno dorosłych harcerzy. Wędrownik ma być wędrownikiem. To mi się podoba.
Co z tymi starszymi? Którzy już ukończyli 21 lat? Są instruktorami. I dobrze. Pracują w kręgach akademickich, w większości też jako instruktorzy. Są cywilnymi przyjaciółmi ZHP, przekazując na jego rzecz swój 1% podatku albo znajdują się w grupie wiekowej nazywanej starszyzną i są nadal w harcerstwie.
Pewna grupa członków ZHP będzie zmartwiona. To już nie dla nich Wędrownicza Watra? Nie dla nich drużyna, w której tak dobrze można się bawić? Tak, nie dla nich. Bo już czasem czas wydorośleć. Prawda?

Za ile?

Kupuję bilety. Dla klas i dla siebie. Normalne i ulgowe. Czasem mam zaproszenie i cieszę się, że nie muszę wydać… Właśnie, ile wydać?
Ostatnio dwa razy zrezygnowałem z kupienia biletów. Po pierwsze nie pójdę do Teatru Wielkiego na “Diabły z Loudun”. Szumnie zapowiadana premiera, uroczystości związane z 80 rocznicą urodzin Krzysztofa Pendereckiego. Wypada pójść, przeżyć interesujący wieczór w operze. Wybieram więc na stronie teatru opcję zakupu biletów przez internet i ze zdumieniem przecieram oczy. Wieczór - czwarty dzień po premierze - zaproponowano mi w moim ulubionym rzędzie (mam taki w operze) 200 złotych za jedno miejsce. Nie, nie przesadzajmy. Beze mnie wokaliści będą śpiewać tak samo dobrze. A ja za jakiś czas kupię sobie płytę za kilkadziesiąt złotych.
Drugi raz zdziwiłem się w kasie Teatru Współczesnego. Chciałem klasę wyciągnąć na “Hamleta”. Nie będę opowiadał całej rozmowy. Okazało się, że za siedzenie na dobrych miejscach moi uczniowie zapłacić muszą po (piszę o biletach ulgowych) 66 złotych. Ja wiem, dla dużej części uczniów, a właściwie ich rodziców, to nie problem. Mogą zapłacić taką sumę. Ale dla niektórych to duże pieniądze. Przecież nie jest to jedyny wydatek związany ze szkołą. Myślę, że 40 złotych to górna kwota, jaką może zapłacić uczeń za bilet do miejskiego teatru. Bo Teatr Współczesny nie jest instytucją prywatną, bo jest dotowany przez miasto, a uczestniczenie w wydarzeniach kulturalnych powinno być obowiązkiem każdego ucznia.
A z drugiej strony pomysł na tanie bilety w Teatrze Studio. Albo zupełnie przystępne w Teatrze Powszechnym. Uczeń, ale i każdy przeciętny widz, nie jest w stanie zrozumieć, dlaczego w podobnych repertuarowych miejskich teatrach są tak duże różnice cen biletów. Cóż, na Pendereckiego nie pójdę (chyba że kupię wejściówki - pomyślę o tym), “Hamleta” obejrzę sam (dawno chciałem pójść), ale problem pozostaje.