Adam Czetwertyński » 2008 » May

Adam Czetwertyński

Harcerstwo (174) Kuchnia (22) Kultura (259) Polityka (37) Pożegnania (24) Szkoła (74) Varia (103)

May, 2008 w archiwum

Bractwo wielkiej tajemnicy

Ostatnio nieco więcej interesuję się pracą gromad zuchowych. Tam dosyć świadomie instruktorzy starają się wprowadzać jak najwięcej tajemniczych, niedostępnych innym, obyczajów, tradycji i obrzędów. Spostrzegłem jednak, że podobne zjawisko coraz częściej występuje wśród instruktorów. Taka zabawa: “Wiem, ale nie powiem”. Albo inna: “Wiem, ale powiem tylko temu, kto na wiedzę zasłużył”. A ja (czasami) też chciabym być poinformowanym lub mieć do informacji dostęp. Marzenia? No tak - marzenia.
Czytam sobie majowy numer “Czuwaj”. Stroniczkę zatytułowaną “Krótko”. A tam dużo ciekawych informacji:
- Pani prezydentowa Kaczyńska objęła swym patronatem “rok jubileuszu 50-lecia NS”. Ciekawa sprawa - patronat roku jubileuszowego. Coś chciałbym o tym wiedzieć, właśnie upływają dwa miesiące od owego aktu. Wchodzę na stronę na temat 50-lecia. Są wymienione zloty NS, inne imprezy programowe, są zamieszczone informacje o konferencjach i kursach - o pani Prezydentowej ani słowa! To jest patronką czy nie jest? Nie wiem…
- Komisarka zagraniczna uczestniczyła w warsztatach skautowych (gajdkowych?) w Londynie. Chyba nie był to jej prywatny wyjazd. Od powrotu druhny komisarki upłynęło ponad półtora miesiąca, więc chciałem przeczytać jej sprawozdanie z wyjazdu. Otwieram stronę wydziału zagranicznego, a tam ostatnia zamieszczona relacja nosi datę “październik 2007 r.”! Hmmm… Od czasu, gdy mamy nowe władze, sprawozdania utajniono! Ale dlaczego?
- Więc jasne, że nie dowiem się także, po co pojechała do Dublina druhna z Chorągwi Stołecznej (oficjalnie na spotkanie jakiegoś zespołu ICCG). Otworzyłem stronę “Silni duchem”, bo może tam druhna Agnieszka coś opublikowała? Nie. Ale tak przy okazji zobaczyłem, że ostatnio zawieszone artykuły z pracy harcerskiej na temat wychowania duchowego noszą datę 2004 rok. Dla zespołu wychowania duchowego trzy i pół roku w życiu organizacji to drobiazg w porównaniui z wiecznością. Ale czy dla harcerzy z ZHP też?
- Trójka dzielnych wędrowników na początku kwietnia była w Kanderstegu. Po co? A kto to wie? Szukałem jakichś wieści o zdobytych przez nich nowych umiejętnościach, o wiedzy, jaką chcą przekazać innym. Dowiedziałem się na stronie wędrownictwo, że byli. I już. Przy okazji na stronie głównej wortalu wędrowniczego znalazłem link do regulaminu ubiegłorocznego “Diablaka” oraz zasad ubiegłorocznych wędrówek zlotu Kielce 2007. Czy w tym roku nic ciekawego w ruchu wędrowniczym się nie dzieje?
Wystarczy przykładów. Można je mnożyć. Świat dzięki internetowi stał się taki mały. Ale nie w ZHP.
PS. Na owej stroniczce w “Czuwaj” także informacja o spotkaniu ministra Stanowskiego z władzami organizacji harcerskich. Na końcu notatki słowa “Czytaj obok”. Obok (i w całym numerze) na temat tego spotkania ani słowa. Bo dlaczego “Czuwaj” miałoby być lepsze od naszych stron internetowych?

Pisemna

Dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej stracił posadę, dyskusja o egzaminach maturalnych rozwija się. Czasami zupełnie bezsensownie. A my, poloniści, rozpoczęliśmy sprawdzać pisemne matury. Bo niezależnie od tego, co powiedzą lub napiszą dziennikarze i politycy, życie toczy się normalnymi torami i odpowiednią liczbę punktów za matury egzaminatorzy wystawić muszą.
Kilka zatem uwag po przeczytaniu pierwszej partii matur z polskiego:
- Nie jest tak, jak twierdzą wielcy “specjaliści”, że maturzystom myli się sen Izabeli z marzeniem sennym i nie wiedzą, o czym tak naprawdę mają pisać. To problem wydumany i z tego powodu pan Legutko na pewno nie powinien rezygnować z kierowania CKE. Głupia sprawa - Izabela śni (może na jawie, ale śni).
- Niestety, jest faktem, że uczymy uczniów myślenia schematami. Izabela to “lalka” bez uczuć i wyobraźni. I nic tu nie pomoże fragment, w którym pokazano piękną pannę Łęcką jako osobę wrażliwą. Tekst sobie, a zapamiętana powierzchowna ocena sobie. O Izabeli trzeba napisać, że jest głupia. I uczniowie to piszą…
- I jak tu przedstawić Wokulskiego w niekorzystnym świetle? Jak tu wymyślić, iż gra w karty, jaka w śnie Izabeli jest opisana, to może być kupowanie (tą drogą) przyszłej żony, że może to być wygrywanie jej w karty lub inna forma transakcji. Wokulski nie może się przecież jawić jako postrach, zjawisko wyłaniające się z bagien. No i w wypracowaniach się taki pan Stanisław nie pojawia.
- Nie uczymy też analizy wierszy. Podmiot liryczny? A co to? Zapyta przeciętny maturzysta. To autor pisze, myśli, analizuje. Lata więc Mickiewicz (poeta i wieszcz) nad martwym światem “Ody do młodości”…
- No i wiadomo (żebyśmy i tu o schematach myślenia nie zapomnieli), że taki Mickiewicz i Tetmajer to wielcy patrioci walczący o wolność ojczyzny. A więc o walce piszą w swych wierszach, pobudzają do zrywu, do czynu. Dwaj wspaniali. Po co analizując utwory zajmować się konkretnymi tekstami, jeżeli można napisać cokolwiek o czymkolwiek…
Panowie dziennikarze tworzą wyimaginowany świat matur i maturzystów, boją się, iż wybitne wypracowania maturalne będą zbyt nisko ocenione. A nauczyciel-egzaminator ma całkiem inne problemy i ciągłą, nieustającą myśl “chyba jednak nie najlepiej w polskiej szkole naszą młodzież uczymy”.

Papierowi ludzie

Czterech panów - każdy inny, wśród nich lump i juppi. Czterech aktorów Teatru Montownia. Wokól nich papierowe dekoracje, symbole, przedmioty zawieszone na sznurkach i linkach bambusowej konstrukcji przestrzennej. Papierowy pies i jego papierowa kupa, papierowa trąbka, stół, łóżko, drzewo, drzwi do mieszkania (z klamką), biurko (z szufladą) i kabina prysznicowa. Nawet papierowa kość (dla przybłąkanego psa) i papierowy kubek z herbatą (dla jego pana). Tylko aktorzy nie są papierowi, choć nie jest pewne, czy przypadkiem w kolejnym przedstawieniu nie będą grali innych postaci. Bo przecież wystarczy założyć marynarkę (co nam pokazują) i nie jest się już człowiekiem z marginesu, śpiącym na ziemi pod papierowym kocem (i posiadającym papierowego ślimaka, który może wygryżć dziurę w spodniach dżentelmena w marynarce), lecz jednym z tych “lepszych”, liczących się osobników.
W Teatrze Praga w Fabryce Trzciny premiera “Utworu sentymentalnego na czterech aktorów” - aktorów jak zwykle niesłychanie sprawnych fizycznie, którzy pokazują nas, nasze problemy, marzenia, nasze wady i zalety; pokazują także naszą zwyczajną ludzką samotność ilustrowaną świetną muzyką “na żywo” panów Szamborskiego i Zakrackiego. Czasami odgrywają oni prawdziwe melodie, a czasem na przykład dźwięki zwykłej ulicy. Czterech aktorów przez godzinę bez ani jednego słowa pokazuje nasz zwykły, codzienny świat. Pracują, jedzą, chodzą do pracy (lub nie), odpoczywają, bawią się, czasmi nawet się zauważają. Niby nic nadzwyczajnego, ale jak ta codzienność jest znakomicie pokazana!
Publiczność, gdy pojawia się pierwszy z aktorów, którego napastuje ogromny owad, śmieje się nieśmiało. I dopiero po dłuższej chwili widzi, że śmiać się można - i wcale jeden widz nie musi mieć takich samych skojerzeń, jak drugi. Dlatego śmiech na widowni rozbrzmiewa z róznych miejsc. Wszak bawi nas czterech aktorów, czasmi grających na niewiellkiej przestrzeni równocześnie. I śmiech słychać coraz głośniejszy.
“Utwór sentymentalny…” wymyślili czterej panowie i reżyser - Piotr Cieplak. Postanowili nas zabawić. I, powtórzę, tylko wkorzystując ruch sceniczny, muzykę i papier, czynią to znakomicie. A my klaszcząc po przedstawieniu w majowy wieczór mówimy do siebie - no tak, oni się wygłupiali, ale przecież tacy my w rzeczywistości jesteśmy.

Kibole

W Laboratorium Dramatu czytanie kolejnego dramatu. To “Derby” Piotra Bulaka - rzecz o czterech kibicach piłkarskich, a właściwie o czterech młodych, nieszczęśliwych chłopakach, którym zdarzyło się żyć na przełomie XX i XXI wieku. Nieszczęśliwych, bo poza kibicowaniem swojemu klubowi piłkarskiemu niczego w ich życiu nie ma. Kibicować “swoim” i walczyć z “tamtymi” - z kibicami drugiego wielkiego klubu z ich miasta. rzecz o czterech pseudokibicach zwanych też kibolami.
Autor zawiązanie akcji wziął ze słynnego pojednania kibiców w Krakowie po śmierci Jana Pawła II, ale dalej już pomysły miał własne. Od języka bohaterów - w różnych fragmentach długiej, trzygodzinnej sztuki bardzo odmiennego. To język wulgarny, szokujący ucho typowego widza teatralnego, ale to także język polskiego inteligenta. Gdzieś pobrzmiewa rytm Tuwimowskiej “Lokomotywy”, a w innym miejscu “Balu w operze”. Zdolny to człowiek, o dobrym słuchu. Dlaczego tak bawi się językiem? Nie, tego nie wiem. Żeby było bardziej atrakcyjnie?
Nie wiem też, dlaczego Bulak postanowił uśmiercić trzech z czterech swych bohaterów. Bo tak często giną kibice piłkarscy? Bo cała czwórka ma być symbolem naszych czasów, a jako symbole ginąć też muszą symbolicznie? Bo to ma być prawdziwa tragedia z morałem? Autor grozi paluszkiem - nie bijcie się chłopcy, wasze bójki nie są dobre, to może przynieść fatalne skutki. Taki tani dydaktyzm? Jakoś w to nie chce mi się wierzyć.
Akcja toczy się wartko, widz (a to grozi w tak długiem przedstawieniu) nie nudzi się. Na scenie pozostaje jeden kibic - nieszczęśliwy człowiek. Nic nie zrozumiał, nic nowego go w życiu nie czeka. Może za tydzień lub dwa znów pójdzie na mecz a później uczestniczyć będzie w kolejnej bójce? A może nie pójdzie? Tylko co mu pozostanie w życiu? Pustka.

Każdy lub każda

Jak współcześnie pokazać średniowieczny moralitet? Poważnie i odpowiedzialnie spokojnie przekazywać treści wszystkim znane - myśli o życiu (godnym i pobożnym) i śmierci (oraz życiu gdzieś tam, w niebie albo piekle)? A może rozmawiać o tych tematach językiem współczesnym, bo każdego z nas dotyczy moment przejścia na tamtą stronę, nieznaną nam, niepewną, w którą chcemy wierzyć, że istnieje…
Jak pokazać moralitet? Nie wiem. Ale chyba nie tak, jak go prezentuje w Teatrze Studio Michał Zadara w “Każdym/ej”. Bo u Zadary wszystko się pomieszało. Tekst (a właściwie materaiał pierwotny, ten średniowieczny) wymieszany z dowolnymi dialogami prezentowanymi językiem współczesnym, żartami słownymi, poglądami odnoszącymi się do naszej komórkowo-internetowo-telewizyjnej rzeczywistości. Czy Śmierć można traktować poważnie? A otaczające Każdego postacie symbolizujące ludzkie postawy i zachowania? Cóż, nikt nie chce przekroczyć granicy życia i śmierci. Ale to, co się wyprawia na ziemskiej scenie nie ułatwia odbioru treści. Taniec, ruch sceniczny, świadomie zaincenizowany bałagan zwraca uwagę widza, który przestaje uważać na treści, te, które są podstawą moralitetu.
I już nie wiemy, czy warto cenić Dobro, Spowiedź lub Mądrość w “sztuce moralnej”, bo tak brzmi podtytuł przedstawienia. Czy myśl, która tak waży na życie człowieka średniowiecza, ale także i nas wszystkich “memento mori”, należy traktować poważnie?
No tak, Michał Zadara jest modnym młodym reżyserem. Będzie istniał tak długo na scenie, jak długo będzie o nim głośno. Wydaje mi się, że głośno będzie o Każdym. Tylko głośno.

Next Page »